ZMIANA TELEFONÓW!!
więcej informacji - kontakt


Elizejskie początki

Hodowlą kotów rasowych zajęłam się przez czysty przypadek Przedtem jak większość ludzi uważałam że, kupowanie "rasowców" za kosmiczne ceny to objaw snobizmu albo szaleństwa - jeśli jest tyle "dachowych" piękności na wyciągnięcie ręki. I właśnie takie popularne Mruczki zajęły miejsce w moim sercu i domu rodzinnym, do którego jako dziecko sprowadzałam coraz to nowe kocie Osobowości. Żyły sobie swoim, spokojnym, kocim życiem - lecz niestety zbyt krótko... takie bywają losy kotów, które usilnie chcą wychodzić na ogród - sąsiadujący z szosą...
Miarka się przebrała, kiedy to na początku studiów dostałam w prezencie dwa, prześliczne rude kociątka (rodem z Bieszczad) uratowane przed śmiercią na jednym z tamtejszych gospodarstw. Były to moje ulubione kociska, ponieważ odróżniały się od swoich poprzedników milszym i bardziej kontaktowym usposobieniem.
Kiedy dożyły "wieku średniego", Cynamon i w miesiąc po nim Wanilia zginęły pod kołami samochodu na przydomowej drodze.
Tego już było za wiele. Powiedziałam sobie, że albo już nigdy nie zdecyduje się na kota, aby w przyszłości uniknąć kolejnej bolesnej straty, albo kupię za kosmiczną cenę:
rasowego = rodowodowego kociaka - od wielu pokoleń trzymanego w warunkach domowych, a co za tym idzie, znacznie lepiej przystosowanego do warunków cywilizacji i właściwego zachowania w warunkach mieszkalnych, oraz w odróżnieniu od dachowców nie czuje zewu wolności tzn. usilnej potrzeby wyjścia na zewnątrz, więc Eureka:
Może być trzymany tylko w mieszkaniu !!
Tak to się zaczęło ... i wpadłam po uszy :)))